środa, 10 lipca 2013
Rozdział 25
Melanie's POV
Czułam jak jego wzrok na moich usta. Właśnie wtedy zauważyłam jak blisko jest jego twarz od mojej.
Spojrzałam na jego usta czując we mnie dziwne uczucie. Powoli pochylił się bliżej mnie i zamknął oczy.
Czuła umieszczone mocno jego usta, ale delikatnie w mojej woli i oczy blisko, podsunęłam usta naprzeciwko jego z tą samą siłą.
Pocałunek był miękki i delikatny i trwał kilka sekund. Ale moje tętno podniosło swoje tempo jak mój żołądek ucieka. Odsunął się powoli. Otworzyłam oczy w tym samym czasie co on i wtedy patrzeliśmy na siebie w milczeniu.
Powoli się uśmiechnęłam, a Greg odzwierciedlił moją reakcję.
Nagle wydawało się, że coś pękło. Spoglądał gorączkowo z jednego oka do drugiego i powoli wziął swoje ręce z moich nadgarstków. Wstał ze mnie i zobaczyłam żal na jego twarzy.
-Przepraszam. - wyszeptał.
Wstał, zmarszczył brwi i odszedł ode mnie, przejeżdżając ręką po włosach.
-Co? - zaczęłam wyraźnie zdezorientowana jego zachowaniem. Zmarszczyłam brwi podnosząc się z trawy tak ja on. - Greg - zawołałam.
Stał metr ode mnie. Podeszłam do niego i odwróciłam się twarzą do niego, podczas gdy on spoglądał za mnie, ignorując mój wzrok.
-Co się stało? - zapytałam, widząc, że ma wyrzuty sumienia.
Kręcąc głową z dezaprobatą ugryzłam wnętrze mojej dolnej wargi. Gdy odpowiedział, nadal na mnie nie patrzył.
-Nie wiem dlaczego to zrobiłem. Nie powinienem tego zrobić, jestem dupkiem. Naprawdę przepraszam. - spojrzał na swoje nogi, próbując uniknąć kontaktu wzrokowego.
-Gerg - zaczęłam z westchnięciem - Dlaczego tak mówisz? Dlaczego przepraszasz? Nic nie zrobiłeś. Nie jesteś dupkiem...
-Tak, jestem. - przerwał mi w połowie zdania - Jesteś mężatką Mel - stwierdził smutno - A ja po prostu cię pocałowałem. Jak możesz mnie teraz nie nienawidzić.
Roześmiałam się uzyskując jego spojrzenie.
-Nigdy nie mogłabym cię znienawidzić Greg, wiesz to. - uśmiechnęłam się do niego.
Spojrzał tylko w dół wzdychając podczas kręcenia głową.
-Dobrze... Przepraszam. Naprawdę nie powinienem... cię pocałować.
-Przestać przepraszać. - nakazałam stanowczo ale żartobliwie. - Słyszysz żebym narzekała? - próbowałam poprawić nastrój uśmiechając się do niego.
Powoli na mnie spojrzał patrząc w oczy, ale głowę trzymał w dół.
-Dokładnie. - odpowiedziałam jego milczeniem.
Chwyciłam jego twarz w dłonie i pochyliłam się do przodu. Zamykając oczy śmiało przycisnęłam swoje usta do jego. Był zdziwiony, ale nie zawahał się cofnąć nacisku moich ust. Jego ręce powoli owinęły się wokół mojej tali i przyciągnął mnie do siebie.
Oboje odsunęliśmy się od siebie w tym samym czasie. Otworzyliśmy oczy i po prostu staliśmy w swoich ramionach patrząc na siebie.
Uśmiechnął się lekko.
-Nie masz pojęcia, jak długo czekałem, aby to zrobić.
Spojrzałam na niego ze zdziwieniem.
-Jak długo? - zapytałam zaciekawiona.
Stał w milczeniu uśmiechając się do mnie, patrząc na całą moją twarz.
-Przez pewien czas. - powiedział tylko.
Podeszłam do drzwi i patrzyłam jak jego samochód odjeżdża. Było późno. Około 8 wieczorem.
Mam swoje klucze, mój umysł nadal był w szoku. Otworzyłam drzwi. Weszłam do salonu i zobaczyłam Justin'a nadal bez koszulki, leżącego na kanapie przed telewizorem. Miał paczkę chipsów na brzuchu i puszkę piwa w jednej ręce. Zobaczył mnie, gdy tylko weszłam i tylko na mnie patrzył.
Nie zwracałam większej uwagi na niego. Byłam zbyt zajęta wydarzeniami, które miały miejsce w godzinach wieczorny z Greg'iem. Tylko jego odtwarzałam sobie w głowie, wyobrażając sobie pocałunek, który wywoływał u mnie uśmiech.
-Gdzie byłaś? - zapytał nagle Justin, czyniąc zwrócenie na siebie uwagi.
Nadal się uśmiechałam jak goofy goober(postać z bajki Spongebob kanciastoporty).
-Co? - spytałam nieuważnie.
-Gdzie byłaś cały ten czas? Nie odbierałaś telefonu. - powiedział, prostując się i usiadł pijąc piwo.
-Och. - powiedziałam, wyciągając mój telefon, aby zobaczyć kilka nieodebranych połączeń i sms'ów Justin'a pytającego dlaczego wyszłam. - Nie byłam nigdzie... - odpowiedziałam cicho, chowając swój telefon z powrotem do kieszeni i starając się nie uśmiechać.
Ale nie mogłam się powstrzymać. Uśmiech pojawił się na mojej twarzy. Udałam się na górę, do sypialni i słyszałam, który zrobił to samo. Weszłam do środka podchodząc do szafki i usłyszałam jak wchodzi Justin. Odwróciłam się i spojrzałam na niego, wciąż się uśmiechając. Wyglądał dziwnie.
-Czy jesteś na haju? - zapytał z zaciekawieniem.
Roześmiałam się kręcąc głową.
-Nie, po prostu szczęśliwa.
Wyciągnęłam podkoszulkę i szorty.
-Dlaczego tak nagle?
-Dlaczego nie? - wzruszyłam ramionami.
-Dobra. Teraz to mnie przerażasz. Gdzie byłaś? Co się stało? - strzelił pytaniami.
Tylko spojrzałam na niego trzpiotowato.
-Nidzie. Uspokój się! Od niego interesuje cię to gdzie i z kim wychodzę? - zaśmiałam się.
-Byłaś z kimś? Co? Kto? Co to za facet? - pytał stanowczo.
Tym razem spojrzałam na niego dziwnie.
-Justin, dlaczego cię to obchodzi?
-Nie obchodzi. - odpowiedział od razu - Jestem po prostu... po prostu chcę wiedzieć.- wzruszył ramionami, próbując zachowywać się normalnie, ale wiedziałam, że coś jest nie tak.
Ale byłam zbyt wysoko w siódmym niebie, by to mnie zainteresowało.
-Więc to nie twoja sprawa. - odpowiedziałam niedbale. - Czy słyszałeś żebym zadawała ci wymagające pytania, gdy dzisiaj ukrywałeś dziewczynę w łazience? - powiedziałam i kontynuowałam wyciąganie moich ubrań i szukałam koszulki wygodnej do noszenia.
Jego oczy rozszerzyły się.
-Co? Jak ty...? - zatrzymał się gwałtownie i odchrząknął - O czym ty gadasz? - próbował grać chłodno, ale nie udał mu się dramat.
-Czy ty poważnie udajesz głupiego? - roześmiałam się cicho.
-Nie wiem o czym ty mówisz. - wzruszył ramionami, pocierając rękoma w kieszeniach.
-Domyślam się, że jesteś. - powiedziałam do siebie, odpowiadając na własne pytanie.
Otworzył usta, aby coś powiedzieć, ale nie zdążył, bo weszłam do łazienki i zamknęłam drzwi. Odkręciłam prysznic i słyszałam jak Justin zaczął krzyczeć wystarczająco głośno, żebym go usłyszała.
-Hej, jestem głodny, nie ma nic do jedzenia.
-Ugotuj coś. - przewróciłam oczami.
-Chcesz żebym spalił dom? - myślałam o tym, prawdopodobnie nie powinna sugerować tego...
-Weź coś na wynos, dzisiaj nie będę gotować.
Usłyszałam jęk i jak opuszcza sypialnię.
Wzięłam długi, relaksujący prysznic, wyszłam, przebrałam się w wygodne ubrania. Wyszłam i zeszłam na dół. Słyszałam jak samochód Justin'a podjeżdża na podjazd i widziałam przez okno jak światła się wyłączają.
Poszłam do kuchni i włączyłam czajnik przygotowując dla siebie herbatę. Justin wszedł i spojrzałam na niego. Pierwszą rzeczą jaką zauważyłam, to było, że miał na sobie koszulę. Drugą rzeczą, jaką zauważyłam to były dwie duże brązowe torby z McDonald'a i duży napój oraz sześciopak piw. Wtedy zauważyłam, że trzyma beżowy portfel w tej samej ręce. Moje oczy rozszerzyły się i szczęka mi opadła.
Wyszłam z kuchni i podeszłam do niego, wtedy moje przypuszczenia się potwierdziły.
-Justin! - wyrwałam mu mój portfel.
-To moje imię, nie nadużywaj go. - odpowiedział chytrze podchodząc do stołu i kładąc żywność i napój na nim.
Otworzyłam portfel i szukałam moich pieniędzy tam gdzie je trzymałam. Już ich nie było. Nie było nic, ale parę kieszonek opuścił.
-Co do cholery? Gdzie są moje pieniądze? - zawołałam.
Wzruszył ramionami.
-Prawdopodobnie w kasie u Maccas? - usiadł otwierając torbę McDonald i wyjmując BigMac'a.
-Kto powiedział, że możesz dotknąć mój portfel? - krzyknął.
-Nikt nie powiedział, że nie mogę. - odpowiedział krótko.
-Justin! Miałam pięćdziesiąt dolarów tutaj! Gdzie to jest? - zapytałam.
-Powiedziałem ci, w kasie.
-Pięćdziesiąt dolarów warte McDonald'a? Naprawdę? - powiedziałam rozdrażniona.
Spojrzał na mnie mlaskając ustami i żując głośno hamburgera.
-I innych rzeczy. - powiedział w pełnymi ustami i poklepał sześć puszek piw.
-Nie masz prawa dotykać moich pieniędzy, na które pracowałam przez pewien czas. Po prostu przestać leżeć na dupie cały dzień i nic nie robić!
Przełknął duży kęs.
-Hej, robię wiele rzeczy...
-Jak co? Picie? Przeskakiwanie przez kanały telewizyjne? Seks co pięć minut?
-Tak. - kiwnął denerwująco - Zobacz, robię wiele rzeczy podczas gdy cię nie ma tutaj.
Przewróciłam oczami i wypuściłam z siebie sfrustrowany jęk i pobiegłam na górę.
-Hej, to nie moja wina, że nie mam pieniędzy na siebie! Byłem głodny, a ty nie chciałaś gotować. Musiałem coś zjeść, byłem głodny przez cały dzień jak ciebie nie było!
Zatrzymałam się w połowie drogi na schodach i pochyliłam się, by mógł mnie zobaczyć. Wrogo się na niego spojrzałam i krzyknęłam:
-Znajdź pieprzoną pracę!
Szybko wpadłam do sypialni trzaskając za sobą drzwi. Upadłam na posłane łóżko i westchnęłam, zamykając oczy i ukryłam swoją twarz.
Po około pięciu minutach drzwi się powoli otworzyły i wszedł niepewnie Justin. Zobaczył mnie leżącą na łóżku a ja spojrzałam na niego. Jego wyraz twarzy był miękki, nie taki jak wcześniej, kiedy krzyczeliśmy na siebie.
Spojrzałam w sufit na sekundę przed tym jak zeszłam z łóżka.
-Hej, zaczekaj. - powiedział zatrzymując mnie przed opuszczeniem pokoju. - Przepraszam. - powiedział cicho.
Spojrzałam na niego z zakłopotaniem. Robił to ponownie. Mylił mnie. Raz był chujem, a potem wszystko jest słodkie i bardzo ładne, a następnie znowu jest chujem. I tak ciągle.
-Nie powinienem był wziąć twojego portfelu bez zgody... - powiedział szukając winnych.
Spojrzałam w dół i westchnęłam.
-Poważnie - powiedział - I przepraszam za bycie dupkiem wtedy, na dole.
-Powinieneś być - mruknęłam krzyżując ramiona.
-Jestem - odpowiedział.
To mnie zaskoczyło. Spodziewałam się, że będzie się gniewać za to, że wtedy powiedziałam jak sprytnie przewraca tyłek.
Spojrzałam na niego. Nie wiedziałam co zrobić. Czy mogę przyjąć jego przeprosiny? Czy mam po prostu pozwolić mu odejść? Albo powinna zostać zła na niego?
Ugh. Dlaczego wszystko jest tak skomplikowane?
-Nieważne, idę spać. - potrząsnęłam głową i przeszłam obok niego idąc na dół.
Dotarłam do salonu i zobaczyłam pełno śmieci z McDonald'a i pudełka po hamburgerach. Pokręciłam głową, westchnęłam i poszłam posprzątać.
Wzięłam kilka pudełek i opakowań i zastanawiałam się jak mógł jeść tak dużo. Był tam BigMac, dwie paczki dużych frytek, ćwierćfunciak, dziesięć opakowań naggetsów, duży napój i dwa cheeseburgery.
Jak mógł zjeść te wszystkie śmieci, ale i tak wciąż wygląda niesamowicie dobrze i nastrojowo. Prawdopodobnie dzięki jego aktywności fizycznego, czyli seksu przez cały dzień.
Po oczyszczeniu go i wywaleniu wszystkiego do kosza udałam się na kanapę i zobaczyłam, że stolik jest również pokryty pustymi puszkami po piwie i torbami od fas foodów i frytek.
-Na litość boską! - jęknęłam cicho do siebie.
Po wyrzuceniu ich do kosza wyłączyłam wszystkie światła i upadłam na kanapę wyczerpana. Nagle przypomniałam sobie Greg'a i pocałunek nad jeziorem.
Wtedy natychmiast zapomniałam o mylącym zachowaniu Justin'a i się uśmiechnęłam, czując jak moje serce się rozgrzewa. Nigdy nie myślałam o tym jak bardzo go lubię, do dzień. Mogłam tylko patrzeć na niego jak na najnajlepszego przyjaciela kiedykolwiek. Nie było właściwie w nim nic złego. Był doskonały.
Był zabawny, uroczy, przystojny, wiedział dokładnie jak się uśmiecham i umiał mnie rozśmieszyć.
Rachel się wścieknie, gdy jej o tym powiem...
________
Trochę długo, ale jest :) I jak obiecałam w tym tygodniu pojawi się jeszcze jeden rozdział tłumaczenia :)
@Nustiin
środa, 26 czerwca 2013
Rozdział 24
Justin’s POV
Muszę przyznać, że nie czuję się źle kiedy Melanie dowiedziała się o lasce Taylor. Zwłaszcza po tej rozmowie, którą mieliśmy na werandzie.
Po tym, wiedziałem, że była typem dziewczyny , która była skrępowana, a także bardzo wrażliwa na chłopaków. Przekonałem się, że moje zachowanie "gentlemeńskie" było dla zakładu.
Będąc szczery, nie wiem, jeśli to naprawdę ja to powiedziałem to by wygrać sto dolców od Chaz'a i Ry'a.
Wiem, że od teraz bez względu na to co robię z Melanie, musi wyglądać uczciwie. A to co zrobię za jej plecami, zostanie za jej plecami. Innymi słowy, nie może się dowiedzieć.
Muszę być ostrożny, jeżeli chcę wygrać zakład.
Wiem, że mogę to zrobić. To jest po prostu o wiele trudniejsze, niż sądziłem. Ale jedna rzecz; nie śpię na tej pieprzonej kanapie.
Melanie’s POV
Mój budzik w telefonie wyłączył się. Była 6 rano. Jęknęłam, naciskając przycisk drzemki i zamykając ponownie oczy z powrotem zapadłam w sen. Moje oczy powoli otworzyły się. Mój budzik nie wyłączył się, a ja czułam się jakbym zasnęła na chwilę. Kręcąc się na kanapie, moje oczy rozszerzyły się, gdy w panice zaczęłam szukać wkoło mojego telefonu.
Znalazłam go i zobaczyła, że jest 6:54.
-Cholera! - przeklęłam głośno Zrzuciłam koc i pobiegłam po schodach na górę.Wpadłam do sypialni ignorując śpiące ciało Justin'a owinięte kołdrą na łóżku, pobiegłam do łazienki.
W ciągu pół minuty szybko umyłam zęby i pobiegłam z powrotem. Nie miałam czasu na prysznic. Świetnie.
Szybko otworzyłam szafę, co sprawiło głośny dźwięk. Usłyszałam senny jęk Justin'a, który trochę się poruszył. Pośpiesznie wyciągnęłam bluzkę i spódnicę. Odwróciłam się, aby upewnić się, że Justin spał, na moje szczęście tak było. Jego oczy były zamknięte, a usta lekko rozchylone.
Zdjęłam swoją piżamę i włożyłam swoje ubrania. Zbiegłam na dół szukając teczki. Okazało się, że leży otwarta na stole z arkuszami, które były wszędzie rozrzucone. Wepchnęłam je wszystkie do środka i zamknęłam ją. Udałam się do drzwi wejściowych szukając butów na stojaku. Po założeniu ich, złapałam moje kluczyki do samochodu i ruszyłam do drzwi.
Sprawdziłam godzinę i była 7:12.
Przeklinałam wielokrotnie w mojej głowie, śpiesząc się do mojego biura.
Westchnęłam głęboko, zamykając oczy, kiedy zatrzymałam się na moim podjeździe, wyciągnęłam kluczyki ze stacyjki. Ze zmęczeniem oparłam głowę na kierownicy.
Naprawdę potrzebowałam kawy.
Mój telefon zabrzęczał wskazując, że mam wiadomość tekstową. Spojrzałam na mój telefon i z przodu było wyświetlone pole z nazwą Greg.
Od razu się uśmiechnęłam. Otworzyłam wiadomość: "Hej, wiem, że jesteś zmęczona, ale jeśli chcesz się ze mną napić kawy czy coś to dać znać :) x"
Śmiałam się, co za zbieg okoliczności. Kciukiem odpowiedziałam mu szybko "pewnie, że tak", wysiadłam z samochodu i chwyciłam moją teczkę.
Weszłam do domu i zamknęłam drzwi, przez co wydałam przypadkowo głośny huk. Rzuciłam klucze do małej miski na stole, obok drzwi zdjęłam szpilki, umieszczając je na szafce.
Weszłam do środka i położyłam teczkę na stole, ustępując drogę do schodów. Usłyszałam kroki rozbijające się wokół z sypialni i zmarszczyłam brwi. Powoli otworzyłam drzwi.
Justin stał na środku pokoju, oddychając nierówno, w zaledwie samych bokserkach. Jego włosy sprawiały, że wyglądał jakby właśnie się obudził.
-Co robisz? - spytałam zaciekawiona.
Spojrzał się na mnie, jego oczy wróciły do normalnego rozmiaru.
-Po prostu się obudziłem. - jęknął, przejechał dłonią po włosach, czochrając je jeszcze bardziej.
-Jest 2 po południu. - powiedziałam z niedowierzaniem.
-Byłem zmęczony. - odpowiedział leniwie, wzruszając ramionami.
-Dlaczego sapiesz? - uniosłam brew.
Ponownie wzruszył ramionami:
-Dlaczego jesteś taka ciekawa?
Pokręciłam głową przewracając oczami, starając się ignorować jego ABS i podeszłam do szafy. Wyciągnęłam jakieś ubranie, które mogę nosić. Podeszłam do drzwi łazienki, które zostały zamknięte i usłyszałam jak Justin idzie za mną. Szybko stanął przed drzwiami, blokując mi dojście.
-Co robisz? - zapytałam rozdrażniona.
Jego klatka piersiowa unosiła się i opadała, a ona oblizał językiem dolną wargę. Jego oczy były zdenerwowane, choć wiedziałam, że starał to ukryć.
-Uh, nie możesz tam wejść. - powiedział szybko.
-Dlaczego nie? Muszę się przebrać. - powiedział niecierpliwie.
Nic nie powiedział.
-Justin, co do cholery się z tobą dzieje?
Szybko potrząsną głową.
-Nic. Ja uh, Ja.. Muszę siusiu. - mruknął, odwracając się i otwierając drzwi przecisnął się przez najmniejszy kawałek i zamknął drzwi przed moją twarzą.
Słyszałam jak zamyka drzwi na klucz i wzdycha z ulgą.
Zmarszczyłam brwi podejrzliwie. Poczekałam trochę i słyszałam tylko ciszę. Potem usłyszałam włączający się prysznic i przewróciłam oczami.
-Justin! - krzyknęłam.
-Przykro mi, biorę prysznic. Użyj łazienki na dole. - wrzasnął z drugiej strony drzwi.
-Urgh! - jęknęłam i wyszłam z pokoju.
Ale coś w kącie pokoju wpadło mi w oko. Zatrzymałam się natychmiast i spojrzałam na to. Był to srebrny sztylet, który leżał na podłodze tuż pod łóżkiem.
Zmarszczyłam brwi i podeszłam, aby go podnieść. Wtedy zobaczyłam coś jeszcze pod łóżkiem. Pochyliłam się i uklękłam na ziemi, spojrzałam pod spód. Wyciągnęłam kilka ubrań, które nie należały do mnie. Był tam również inny numer buta.
Były to cudze ubrania. Dziewczyny.
Wypuściłam powietrze, kiedy znalazłam biustonosz do kilku strojów. Było oczywiste co teraz się dzieje.
Moje założenie: Justin przyprowadził kogoś, gdy byłam w pracy. Był zajęty a nią, dopóki nie usłyszał moich kroków, gdy szłam do domu. Wsadził ją do łazienki i zamknął drzwi oraz szybko ukrył jej ubrania pod łóżkiem. Weszłam, starał się zachowywać normalnie. Starałam się iść do łazienki i zatrzymał mnie, wszedł do środka zamykając drzwi, żebym nie mogła się dowiedzieć, że ktoś tam był.
Wow.
Dlaczego nie jestem zaskoczona?
Pokręciłam głową z irytacją i wepchnęłam ubrania z powrotem pod łóżko. Nie pozwolę, żeby zbliżył się do mnie. Nie obchodzi mnie to, pamiętasz?
Wyszłam z pokoju w drodze zamykając drzwi, przebrałam się na dole. Mój telefon zabrzęczał i odczytałam wiadomość od Greg'a.
"Jestem na zewnątrz, wyjdź kiedy twój gotowa x"
Odpisałam: "jesteś* ;)" (chodzi tutaj o angielską literówkę, on zamiast "you're" napisał "your" a ona go poprawiła)
Sekundę później on napisał "-_- Przepraszam, moja pani pisarz nie jest taka dobra ja ty"
Roześmiałam się.
Byłam w Starbucks'ie z Greg'iem.
-Wyglądasz na zmęczoną. - zauważył.
-Jestem zmęczona. - wymamrotałam popijając kawę.
Zaśmiał się.
-Więc jak był na miesiącu miodowym? - zapytał z współczuciem.
Obraz mój i Justin'a przemknął mi natychmiast przez głowę. Spojrzałam w dół, czując jak się rumienię, gdy położyłam palec na krawędzi mojego kubka.
Pokręciłam głową lekceważąco.
-Dobrze.
-Dobrze? - zaszydził - Tak jakby. Byłaś skazana na Bieber'a przez cały tydzień. - zawołał cicho.
Zaśmiałam się.
-Tak, nie było najlepiej. Ale nic nie mogłam zrobić. Jedyny plus, Rachel przyjechała i byłam z nią... przez większość czasu.
-Prawda. - skinął głową popijając mrożoną mocha. - Czy on nadal jest chujem?- zapytał po chwili.
Spojrzałam w dół ponownie, patrząc specyficznie na stół. Powoli skinęłam głową.
-Trochę. Wróciłam do domu po pracy i był z dziewczyną, ale ukrył ją w łazience i myślał, że o tym nie wiem. - zaśmiałam się kręcąc głową.
Spojrzał na mnie stanowczo.
-On nie zasługuje na kogoś takiego jak ty. - powiedział cicho.
Śmiałam się wciąż patrząc na tę specyfikację.
-On nie zasługuje na nikogo. To świnia. - przewróciłam oczami.
Greg zaśmiał się pokazując swoje perłowo białe zęby.
-Chodźmy nad jezioro. - zasugerował Greg znikąd kiedy wstał.
-Co? - zaśmiałam się.
Wzruszył ramionami z uroczymi rękami.
-Nudzi mi się.
Pokręciłam głową śmiejąc się.
-W porząsiu.
Wyszliśmy ze Starbucks'a i wsiedliśmy do samochodu. Jechaliśmy w dół do jeziora, które znajdowało się około pół godziny jazdy. Dostaliśmy się tam i usiedliśmy na miękkiej trawie jak dawniej i rozmawialiśmy o głupich rzeczach. Byliśmy tam kilka godzin, ale czułam się jakbyśmy byli dziesięć minut.
Spędzanie czasu z Greg'iem było jedną z najlepszych rzeczy w moim życiu, jeśli mam być uczciwa. On sprawia, że zapominam o wszystkim na świecie. On sprawia, że się uśmiecham i śmieję. On jest po prostu najbardziej niesamowitym człowiekiem.
Roześmiałam się głośno z jego bezsensownych słów. Uśmiechnął się oglądając mnie śmiejącą się i zachichotał uciekając wargami.
-Nie mogę uwierzyć, że zmoczyłaś się w swoje spodnie! - zawołałam starając się kontrolować.
-Zamknij się! Miałem siedem lat. - bronił się.
-To sprawia, że jest jeszcze śmieszniej! - dyszałam, chichocząc jak szalona.
Roześmiał się, policzki zaczerwieniły się nieznacznie. Był zawstydzony.
-Naww, Greggy poo trochę się rumieni! - wydęłam wargi, ściskając jego policzki i mówiąc głosem dziecka i nadal się śmiałam.
Uśmiechnął się do mnie i nagle przewrócił się na mnie przyciskając mnie do ziemi i zaczął łaskotać mój brzuch. Piszcząc głośno ociągałam swoje ręce, aby go powstrzymać.
-Wycofaj to! - zaśmiał się.
-Nigdy! - wykrztusiłam.
-Dobrze! - zaczął łaskotać mnie mocniej.
moja twarz zrobiła się czerwona i miałam oczy we łzach ze śmiechu. Nie mogłam przestać się śmiać. Brakowało mi tlenu i nie mogłam oddychać. Za każdym razem biorąc wdech powietrza bolał mnie brzuch.
-Stop! - błagałam, śmiejąc się obracając głowę.
-Nie, dopóki nie powiesz, że mnie kochasz i że jestem bardziej niesamowity niż ty. - szantażował mnie uśmiechając się.
-Kocham cię i jesteś bardziej niesamowity niż ja. - śmiałam się na jednym szybkim oddechu.
Przestał mnie łaskotać, wycofując swoje ręce i krzyżując je na piersi.
-Teraz, nie było to takie trudne? - uśmiechnął się.
Moje ręce od razu udały się do mojego bólu brzucha podczas gdy łapczywie okupowałam całe powietrze wokół mnie, każdy oddech był bolesny.
Moja klatka piersiowa szybko się unosiła i opadała, otarłam oczy, kilka chichotów wciąż wydobywało z moich ust.
-Nienawidzę cię. - pokazałam mu język.
Wypiął ramiona nad głowę.
-Jesteś pewna? - spytał, pochylając się do mojej twarzy z bezczelnym uśmiechem na ustach.
Nerwowo przygryzłam wargę wiedząc, że gdybym powiedziała, że tak, to on ponownie zaczął by mnie łaskotać. Szybko potrząsnęłam głową.
-Nie, nie, nie, kocham cię! - odpowiedziałam natychmiast ustępując.
Uśmiechnął się chichocząc.
-Wiem. - zniżył głos do łagodnego szeptu.
Czułam jego wzrok na moich ustach. Wtedy zauważyłam, jak blisko jego twarz jest od mojej. Był zaledwie kilka centymetrów ode mnie.
Czułam, że czas się zatrzymał. Ziemia przestała się kręcić. Wszystko było ciche i spokojne. Spojrzałam na jego usta, czując dziwne uczucie we mnie. Powoli pochylił się bliżej mnie i zamknął oczy.
Czuła umieszczone mocno jego usta, ale delikatnie w mojej woli i oczy blisko, podsunęłam usta naprzeciwko jego z tą samą siłą.
Pocałunek był miękki i delikatny i trwał kilka sekund. Ale moje tętno podniosło swoje tempo jak mój żołądek ucieka. Odsunął się powoli. Otworzyłam oczy w tym samym czasie co on i wtedy patrzeliśmy na siebie w milczeniu.
Teraz zapomniałam o wszystkim i wszystkich na świecie. Tkwiłam w jednym momencie. Nie wiedziałam co się dzieje, ale nie chciałam. Wszystko po prostu czułam dla jakiegoś powodu.
_________
Tak więc, jestem Monika i będę przez jakiś czas tłumaczyć kolejne rozdziały. :)
Mam nadzieję, że jakoś mi to wyjdzie.. Haha.
A więc, podoba Wam się?
+Jeśli są jakiekolwiek błędy to przepraszam, ale staram się jak mogę :)
@Nustiin
Muszę przyznać, że nie czuję się źle kiedy Melanie dowiedziała się o lasce Taylor. Zwłaszcza po tej rozmowie, którą mieliśmy na werandzie.
Po tym, wiedziałem, że była typem dziewczyny , która była skrępowana, a także bardzo wrażliwa na chłopaków. Przekonałem się, że moje zachowanie "gentlemeńskie" było dla zakładu.
Będąc szczery, nie wiem, jeśli to naprawdę ja to powiedziałem to by wygrać sto dolców od Chaz'a i Ry'a.
Wiem, że od teraz bez względu na to co robię z Melanie, musi wyglądać uczciwie. A to co zrobię za jej plecami, zostanie za jej plecami. Innymi słowy, nie może się dowiedzieć.
Muszę być ostrożny, jeżeli chcę wygrać zakład.
Wiem, że mogę to zrobić. To jest po prostu o wiele trudniejsze, niż sądziłem. Ale jedna rzecz; nie śpię na tej pieprzonej kanapie.
Melanie’s POV
Mój budzik w telefonie wyłączył się. Była 6 rano. Jęknęłam, naciskając przycisk drzemki i zamykając ponownie oczy z powrotem zapadłam w sen. Moje oczy powoli otworzyły się. Mój budzik nie wyłączył się, a ja czułam się jakbym zasnęła na chwilę. Kręcąc się na kanapie, moje oczy rozszerzyły się, gdy w panice zaczęłam szukać wkoło mojego telefonu.
Znalazłam go i zobaczyła, że jest 6:54.
-Cholera! - przeklęłam głośno Zrzuciłam koc i pobiegłam po schodach na górę.Wpadłam do sypialni ignorując śpiące ciało Justin'a owinięte kołdrą na łóżku, pobiegłam do łazienki.
W ciągu pół minuty szybko umyłam zęby i pobiegłam z powrotem. Nie miałam czasu na prysznic. Świetnie.
Szybko otworzyłam szafę, co sprawiło głośny dźwięk. Usłyszałam senny jęk Justin'a, który trochę się poruszył. Pośpiesznie wyciągnęłam bluzkę i spódnicę. Odwróciłam się, aby upewnić się, że Justin spał, na moje szczęście tak było. Jego oczy były zamknięte, a usta lekko rozchylone.
Zdjęłam swoją piżamę i włożyłam swoje ubrania. Zbiegłam na dół szukając teczki. Okazało się, że leży otwarta na stole z arkuszami, które były wszędzie rozrzucone. Wepchnęłam je wszystkie do środka i zamknęłam ją. Udałam się do drzwi wejściowych szukając butów na stojaku. Po założeniu ich, złapałam moje kluczyki do samochodu i ruszyłam do drzwi.
Sprawdziłam godzinę i była 7:12.
Przeklinałam wielokrotnie w mojej głowie, śpiesząc się do mojego biura.
Westchnęłam głęboko, zamykając oczy, kiedy zatrzymałam się na moim podjeździe, wyciągnęłam kluczyki ze stacyjki. Ze zmęczeniem oparłam głowę na kierownicy.
Naprawdę potrzebowałam kawy.
Mój telefon zabrzęczał wskazując, że mam wiadomość tekstową. Spojrzałam na mój telefon i z przodu było wyświetlone pole z nazwą Greg.
Od razu się uśmiechnęłam. Otworzyłam wiadomość: "Hej, wiem, że jesteś zmęczona, ale jeśli chcesz się ze mną napić kawy czy coś to dać znać :) x"
Śmiałam się, co za zbieg okoliczności. Kciukiem odpowiedziałam mu szybko "pewnie, że tak", wysiadłam z samochodu i chwyciłam moją teczkę.
Weszłam do domu i zamknęłam drzwi, przez co wydałam przypadkowo głośny huk. Rzuciłam klucze do małej miski na stole, obok drzwi zdjęłam szpilki, umieszczając je na szafce.
Weszłam do środka i położyłam teczkę na stole, ustępując drogę do schodów. Usłyszałam kroki rozbijające się wokół z sypialni i zmarszczyłam brwi. Powoli otworzyłam drzwi.
Justin stał na środku pokoju, oddychając nierówno, w zaledwie samych bokserkach. Jego włosy sprawiały, że wyglądał jakby właśnie się obudził.
-Co robisz? - spytałam zaciekawiona.
Spojrzał się na mnie, jego oczy wróciły do normalnego rozmiaru.
-Po prostu się obudziłem. - jęknął, przejechał dłonią po włosach, czochrając je jeszcze bardziej.
-Jest 2 po południu. - powiedziałam z niedowierzaniem.
-Byłem zmęczony. - odpowiedział leniwie, wzruszając ramionami.
-Dlaczego sapiesz? - uniosłam brew.
Ponownie wzruszył ramionami:
-Dlaczego jesteś taka ciekawa?
Pokręciłam głową przewracając oczami, starając się ignorować jego ABS i podeszłam do szafy. Wyciągnęłam jakieś ubranie, które mogę nosić. Podeszłam do drzwi łazienki, które zostały zamknięte i usłyszałam jak Justin idzie za mną. Szybko stanął przed drzwiami, blokując mi dojście.
-Co robisz? - zapytałam rozdrażniona.
Jego klatka piersiowa unosiła się i opadała, a ona oblizał językiem dolną wargę. Jego oczy były zdenerwowane, choć wiedziałam, że starał to ukryć.
-Uh, nie możesz tam wejść. - powiedział szybko.
-Dlaczego nie? Muszę się przebrać. - powiedział niecierpliwie.
Nic nie powiedział.
-Justin, co do cholery się z tobą dzieje?
Szybko potrząsną głową.
-Nic. Ja uh, Ja.. Muszę siusiu. - mruknął, odwracając się i otwierając drzwi przecisnął się przez najmniejszy kawałek i zamknął drzwi przed moją twarzą.
Słyszałam jak zamyka drzwi na klucz i wzdycha z ulgą.
Zmarszczyłam brwi podejrzliwie. Poczekałam trochę i słyszałam tylko ciszę. Potem usłyszałam włączający się prysznic i przewróciłam oczami.
-Justin! - krzyknęłam.
-Przykro mi, biorę prysznic. Użyj łazienki na dole. - wrzasnął z drugiej strony drzwi.
-Urgh! - jęknęłam i wyszłam z pokoju.
Ale coś w kącie pokoju wpadło mi w oko. Zatrzymałam się natychmiast i spojrzałam na to. Był to srebrny sztylet, który leżał na podłodze tuż pod łóżkiem.
Zmarszczyłam brwi i podeszłam, aby go podnieść. Wtedy zobaczyłam coś jeszcze pod łóżkiem. Pochyliłam się i uklękłam na ziemi, spojrzałam pod spód. Wyciągnęłam kilka ubrań, które nie należały do mnie. Był tam również inny numer buta.
Były to cudze ubrania. Dziewczyny.
Wypuściłam powietrze, kiedy znalazłam biustonosz do kilku strojów. Było oczywiste co teraz się dzieje.
Moje założenie: Justin przyprowadził kogoś, gdy byłam w pracy. Był zajęty a nią, dopóki nie usłyszał moich kroków, gdy szłam do domu. Wsadził ją do łazienki i zamknął drzwi oraz szybko ukrył jej ubrania pod łóżkiem. Weszłam, starał się zachowywać normalnie. Starałam się iść do łazienki i zatrzymał mnie, wszedł do środka zamykając drzwi, żebym nie mogła się dowiedzieć, że ktoś tam był.
Wow.
Dlaczego nie jestem zaskoczona?
Pokręciłam głową z irytacją i wepchnęłam ubrania z powrotem pod łóżko. Nie pozwolę, żeby zbliżył się do mnie. Nie obchodzi mnie to, pamiętasz?
Wyszłam z pokoju w drodze zamykając drzwi, przebrałam się na dole. Mój telefon zabrzęczał i odczytałam wiadomość od Greg'a.
"Jestem na zewnątrz, wyjdź kiedy twój gotowa x"
Odpisałam: "jesteś* ;)" (chodzi tutaj o angielską literówkę, on zamiast "you're" napisał "your" a ona go poprawiła)
Sekundę później on napisał "-_- Przepraszam, moja pani pisarz nie jest taka dobra ja ty"
Roześmiałam się.
Byłam w Starbucks'ie z Greg'iem.
-Wyglądasz na zmęczoną. - zauważył.
-Jestem zmęczona. - wymamrotałam popijając kawę.
Zaśmiał się.
-Więc jak był na miesiącu miodowym? - zapytał z współczuciem.
Obraz mój i Justin'a przemknął mi natychmiast przez głowę. Spojrzałam w dół, czując jak się rumienię, gdy położyłam palec na krawędzi mojego kubka.
Pokręciłam głową lekceważąco.
-Dobrze.
-Dobrze? - zaszydził - Tak jakby. Byłaś skazana na Bieber'a przez cały tydzień. - zawołał cicho.
Zaśmiałam się.
-Tak, nie było najlepiej. Ale nic nie mogłam zrobić. Jedyny plus, Rachel przyjechała i byłam z nią... przez większość czasu.
-Prawda. - skinął głową popijając mrożoną mocha. - Czy on nadal jest chujem?- zapytał po chwili.
Spojrzałam w dół ponownie, patrząc specyficznie na stół. Powoli skinęłam głową.
-Trochę. Wróciłam do domu po pracy i był z dziewczyną, ale ukrył ją w łazience i myślał, że o tym nie wiem. - zaśmiałam się kręcąc głową.
Spojrzał na mnie stanowczo.
-On nie zasługuje na kogoś takiego jak ty. - powiedział cicho.
Śmiałam się wciąż patrząc na tę specyfikację.
-On nie zasługuje na nikogo. To świnia. - przewróciłam oczami.
Greg zaśmiał się pokazując swoje perłowo białe zęby.
-Chodźmy nad jezioro. - zasugerował Greg znikąd kiedy wstał.
-Co? - zaśmiałam się.
Wzruszył ramionami z uroczymi rękami.
-Nudzi mi się.
Pokręciłam głową śmiejąc się.
-W porząsiu.
Wyszliśmy ze Starbucks'a i wsiedliśmy do samochodu. Jechaliśmy w dół do jeziora, które znajdowało się około pół godziny jazdy. Dostaliśmy się tam i usiedliśmy na miękkiej trawie jak dawniej i rozmawialiśmy o głupich rzeczach. Byliśmy tam kilka godzin, ale czułam się jakbyśmy byli dziesięć minut.
Spędzanie czasu z Greg'iem było jedną z najlepszych rzeczy w moim życiu, jeśli mam być uczciwa. On sprawia, że zapominam o wszystkim na świecie. On sprawia, że się uśmiecham i śmieję. On jest po prostu najbardziej niesamowitym człowiekiem.
Roześmiałam się głośno z jego bezsensownych słów. Uśmiechnął się oglądając mnie śmiejącą się i zachichotał uciekając wargami.
-Nie mogę uwierzyć, że zmoczyłaś się w swoje spodnie! - zawołałam starając się kontrolować.
-Zamknij się! Miałem siedem lat. - bronił się.
-To sprawia, że jest jeszcze śmieszniej! - dyszałam, chichocząc jak szalona.
Roześmiał się, policzki zaczerwieniły się nieznacznie. Był zawstydzony.
-Naww, Greggy poo trochę się rumieni! - wydęłam wargi, ściskając jego policzki i mówiąc głosem dziecka i nadal się śmiałam.
Uśmiechnął się do mnie i nagle przewrócił się na mnie przyciskając mnie do ziemi i zaczął łaskotać mój brzuch. Piszcząc głośno ociągałam swoje ręce, aby go powstrzymać.
-Wycofaj to! - zaśmiał się.
-Nigdy! - wykrztusiłam.
-Dobrze! - zaczął łaskotać mnie mocniej.
moja twarz zrobiła się czerwona i miałam oczy we łzach ze śmiechu. Nie mogłam przestać się śmiać. Brakowało mi tlenu i nie mogłam oddychać. Za każdym razem biorąc wdech powietrza bolał mnie brzuch.
-Stop! - błagałam, śmiejąc się obracając głowę.
-Nie, dopóki nie powiesz, że mnie kochasz i że jestem bardziej niesamowity niż ty. - szantażował mnie uśmiechając się.
-Kocham cię i jesteś bardziej niesamowity niż ja. - śmiałam się na jednym szybkim oddechu.
Przestał mnie łaskotać, wycofując swoje ręce i krzyżując je na piersi.
-Teraz, nie było to takie trudne? - uśmiechnął się.
Moje ręce od razu udały się do mojego bólu brzucha podczas gdy łapczywie okupowałam całe powietrze wokół mnie, każdy oddech był bolesny.
Moja klatka piersiowa szybko się unosiła i opadała, otarłam oczy, kilka chichotów wciąż wydobywało z moich ust.
-Nienawidzę cię. - pokazałam mu język.
Wypiął ramiona nad głowę.
-Jesteś pewna? - spytał, pochylając się do mojej twarzy z bezczelnym uśmiechem na ustach.
Nerwowo przygryzłam wargę wiedząc, że gdybym powiedziała, że tak, to on ponownie zaczął by mnie łaskotać. Szybko potrząsnęłam głową.
-Nie, nie, nie, kocham cię! - odpowiedziałam natychmiast ustępując.
Uśmiechnął się chichocząc.
-Wiem. - zniżył głos do łagodnego szeptu.
Czułam jego wzrok na moich ustach. Wtedy zauważyłam, jak blisko jego twarz jest od mojej. Był zaledwie kilka centymetrów ode mnie.
Czułam, że czas się zatrzymał. Ziemia przestała się kręcić. Wszystko było ciche i spokojne. Spojrzałam na jego usta, czując dziwne uczucie we mnie. Powoli pochylił się bliżej mnie i zamknął oczy.
Czuła umieszczone mocno jego usta, ale delikatnie w mojej woli i oczy blisko, podsunęłam usta naprzeciwko jego z tą samą siłą.
Pocałunek był miękki i delikatny i trwał kilka sekund. Ale moje tętno podniosło swoje tempo jak mój żołądek ucieka. Odsunął się powoli. Otworzyłam oczy w tym samym czasie co on i wtedy patrzeliśmy na siebie w milczeniu.
Teraz zapomniałam o wszystkim i wszystkich na świecie. Tkwiłam w jednym momencie. Nie wiedziałam co się dzieje, ale nie chciałam. Wszystko po prostu czułam dla jakiegoś powodu.
_________
Tak więc, jestem Monika i będę przez jakiś czas tłumaczyć kolejne rozdziały. :)
Mam nadzieję, że jakoś mi to wyjdzie.. Haha.
A więc, podoba Wam się?
+Jeśli są jakiekolwiek błędy to przepraszam, ale staram się jak mogę :)
@Nustiin
czwartek, 20 czerwca 2013
Rozdział 23
WAŻNE! Jeżeli reugularnie czytasz tłumaczenie to musisz przeczytać cos pod tłuamczeniem :)
Justin’s POV
Rachel jest straszną szmatą.
Przysięgam na Boga. Dobra, bedę trzymać się z dala od tej rzeczy. Zamiast teraz być wściekły za to, że wyrzucila mnie z własnego miejsca, bałem się trochę nic niż byłem wkurzony.
Przechodziłem między siedzeniami, zobaczyłem puste miejsce, które znajdowało się w tej samej klasie. Spojrzałem na siedzącego obok, wewnętrznie jęknąłem. Był bardzo duży.
Naprawdę duży.
Stalem tam niezręcznie przez około dwie minuty, czułem jak wszyscy się na mnie patrzyli. Zrobiłem krok do przodu w stronę siedzenia i ostrożnie usiadłem. Mężczyzna miał swoje słuchawki i oglądał jakiś film na małym ekranie. Podczas oglądania jadł paczkę czipsów ziemniaczanych.
Zauważył, że siadłem obok niego, spojrzał na mnie. Wyglądał jak buldog, był tłusty i głupi.
Siedząc zajął mój cały podłokietnik i połowe mojego siedzenia. Starałem się nie patrzeć z irytacją i koncentrowałem się na dwóch dziewczynach.
Widziałem tylko czubek głowy. Nie było słychac o czym rozmawiaja. Były zbyt daleko, a nawet gdybym był blisko to także bym nic nie usłyszał, onieważ i tak zbyt cicho rozmawiały. Westchnąłem próbując komfortownie i zignorować cały ten tłuszcz. On praktyczie siedział na mnie i starałem odsuwać z dala od niego.
To jest najgorszy lot.
Melanie’s POV
Samolot ostatecznie wylądował i razem z Rachel odpiełyśmy pasy i wstałyśmy. Nwtychmiast odwróciłam się, aby spojrzeć na Justina i prawie wybuchnęłam śmiechem. Szturchnęłam Rachel by na niego spojrzała. Justin zostanie zniszczony przez nadwagę faceta, który zasnął na jego klatce piersiowej.
Wyglądał tak dziwnie i można powiedzieć, ze starał się siedzieć z dala od niego jak to było możliwe, ale po prostu nic się z tym nie dało zrobić. Podeszłam i starałam się szturchac go od piersi, ale on zbyt głośno chrapał, nawet Justin rozejrzał się bezradnie, jego oczy prosiiły o pomoc. Prychnęłam.
Roześmiałam się, potrząsnęlam głową kiedy wyciągałam bagaż. Rachel także ruszyla po swój bagaż, całkowicie ignorując Justina. Wyciągnęłyśmy walizki z samolotu na lotnisko zostawiając samego Justina.
Dotarłyśmy na parking i nagle jej telefon zadzwonił. Odpowiadała, okazało się, ze została wezwana do pracy na czyjąś zmianę. Odłożyła słuchwakę i spojrzała na mnie przepraszająco.
- W porządku - potrząsnęłam głową.
- Bardzo mi przykro - jęknęła
- Jest w porządku, serio - śmiałam się po czym ją przytuliłam.
- Zobaczymy sie później, ok? - powiedziała po czym skinęłam głową usmiechając się.
- Dzięki, za wszystko
- Nie ma za co - powiedziała przed wejściem do swojego samochodu.
Westchnęlam. Mojego samochodu tu nie było. Razem z Justinem przyjechalismy wspólnym samochodem. Gdybym miała pieniądze to bym złapała taksówkę, a nawet pociąg lub coś.
Zaczęłam poszukiwania za samochodem. Natychmiast znalazłam czarnego Range Rovera i około z dzięsięć metrów ode mnie zauważyłam Justina.
Zauwazył mnie i patrzyliśmy na siebie przez kilka sekund, zanim odwróciłam wzrok. Otworzył samochód i rzucił walizkę na tylnie siedzenie. Usiadłam na fotelu dla pasażera i zapięłam pasy, patrząc przez okno. Usiadł na siedzeniu kierowcy, zamykając drzwi. Wiedziałam, że patrzy na mnie, ale nadal spoglądałam ponuro przez okno.
Usłyszałam westchnienie, przed uruchomieniem samochodu i wyjazdu z parkingu.
Jechaliśmy w ciszy, nic nie było słychać oprócz ruchu wokół nas. Spojrzałam na przełącznik audio i sięgnęłam do przycisku. Ze strony Justina wydawało się, ze robił to samo i nasze dłonie delikatnie się styknęły. Szybko wycofałam rękę tak samo jak on, spoglądając niezręcznie na siebie.
- Przepraszam - wymamrotał kiedy odwróciłam głowę by wyjrzec przez okno.
Powietrze wypełnione niezręczności i oboje czuliśmy się nieswojo. Po drugie, ze włączyło się radio i napięcie powoli ucichło.
Gdzieś po godzinie, dotarliśmy do domu i zatrzymaliśmy się na podjeździe. Szybko wysiadłam i zaprowadziłam swoją walizkę do drzwi, a on resztę wyciągał z bagażnika. Włożyłam klucze do zamka i otworzyłam drzwi, wchodząc do wewnątrz.
Rozejrzałam się wokół, zaby zobaczyć dom. Był już umeblowany. Były kanapy, ogromny telewizor, stoliki, biurka, regały. Idałam się po schodach biorąc walizkę. Otworzyłam drzwi od sypialni. Kiedy otworzylam drzwi do gościnnej sypialni to mój usmiech automatycznie zniknął.
To pomieszczenie było jeszcze puste.
Postanowlili urzadzic cały dom oprócz drugiej sypialni? Co to do cholery jest? Przewróciłam oczami, cokolwiem. Nie zamierzam spać na kanapie.
Zaczęłam rozpakowywać walizkę i składałam ubrania do komody i szafy. Kiedy Justin wszedł do środka... szczerze? nie chciałam znajdować się z nim w jednym pomieszczeniu. Wstałam i zaczęłam iść w kierunku otwartych drzwi, przechodząc obok Justina.
Złapał mnie deliktnie za rękę, zatrzymując mnie - Mel - stwierdził cicho.
Odwróciłam sie i spojrzałam na niego
- Przykro mi - jego głos był pełen wyrzutów sumienie - Naprawdę jestem..
- Justin - westchnęłam, przerywając mu - Nie obchodzi mnie to co się stało, dobrze? Czy możesz po prostu mnie zostawić? - apytałam spoglądając na koniec.
Stał tam przez chwilę patrząc na mnie, aż wypuścił małe niesłyszalne westchnienie - W porzadku - spojrzał w dół.
Odszedłam od niego, i poszłam na dół do kuchni. Była około godzina dwudziesta. Otworzyłam spiżanie i wyciągnęłam składniki i wrzucałam składniki do garnka. Kilka minut póxniej uszłyszałam kroki opadające w dół po schodach. Justin wszedł do kuchni po szklanke wody. Wlał do niej, odwrócił się.
Czułam jak zwrok, ale widać starał się mnie ignorowac. Stał tam przez chwilę, a ja nadal mieszała wokół żywności, próbując nie dopuścić by dostal się do mnie.
Po kolejnej chwili nie mogłam juz tego znieśc. Odwróciłam się, a on nadal tam stał. Jak tylko spojrzałam na niego, jego oczy, które zostały ustawione na tyłku, rzucił się do mojej głowy.
- Czego chcesz? - zapytałam brytalnie, ale szczerze.
Trzymałam jego spojrzenie na mnie, zanim odpowiedział. Nie wiem czy jego wypowiedż był pozbawiona emocji lub po prostu nudna. Potrząsnął głową.
- Nic. Po prostu jestem głodny - powiedział szczerze.
On nawet tej wody nie wypił.
- Cóż, obiad bedzie gotowy za pół godziny - mruknęłam, odwracając się do dalszego meiszania.
Zapadła cisza
- Dobrze - odpowiedział
Zaczęłam dodawać jakieś przyprawy, nagle poczułam dłonie Justina wokół mojej talii.Natychmiast spięłam się, nagle podbródek Justina spoczął na moim prawym ramieniu.
- Naprawde mi przykro - szepnął
- Justin, zostaw mnie - mruknęłam ze znużeniem
- Czy mi wybaczysz? - zapoytał smutnym tonem.
Byłam spokojna
- Mel?
- Jezeli powiem ''tak'' to puścisz mnie?
-Mhmm - skinął głową na moim ramieniu.
- Właśnie tak - sklamałam, ale on sie nie ruszył
- Nie wierzę ci
- Justin, po prostu odejdź - powiedziałam.
- Jeśli dasz mi buziaka to odejde - uśmiechnął się szeroko
- Odejdź - nakazałam, nie zadając sobie trudu.
Nie obchodzi mnie to co robił, czy z kim spał.
- Moje usta sa tutaj - zachichotał.
- Justin przestań - odwróciłam się w jego uścisku, próbujac go odepchnąć.
Jego twarz była kilka centymetrów od mojej, a on usmiechał się bezczelnie. Jak tylko przycisnął usta na policzku usmiechając się na mojej skórze. Jego usta, moglam teraz szybko uciec i ze strachu walnąć go. Ale ja po prostu stałam.
Czułam jak moje policzki rozgrzewały się mimowolnie. Pokręciłam głową, oczyszczając moje mysli i wzruszyłam ramionami .
Po zakonczeniu, kłade na talerz jedzenie i postawiłam na stole.
- Obiad gotowy - zawołałam głosno, by mnie usłyszał.
Wskoczył na schody i schodził, było słychac jak rozmawiał przez telefon a także śmiał się ' może już powiedzieć do widzenia, i ze sto dolców juz są moje. Ja wam pokaże' - powiedział.
Podszedł do stołu, wsłuchiwał się i nagle powiedział - oo stary. Musze iść, porozmawiam z tobą później, narazie - i rozłaczył się.
Podczas gdy włączyłam telewizor, przeleciałam po niektórych kanałach, zastanawiałam się z kim i oczym on rozmawiał. Moje mysli zostały przerwane przez ochrypły glos Justina
- Nie jesz? - zapytał.
Pokręciłam głową.
Stal tam przez chwilę, wiedziałam, ze po prostu patrzy na mnie.. znowu.
Przysięgam, ze ten facet jest nienormalny. On zawsze się spieszył. Tak jakby jego mózg próbował przetworzyć własnie to co mówił.
Przewróciłam oczami w środku, a on powiedzial
- Ohh.. - urwal - ok
Nie wiem dlaczego, ale przysięgam, ze czułam rozczarowanie w jego głosie. Nie, myślę, żę mój umysł po prostu gra ze mną. Usiadł zaczął bezgłośnie jeść, a ja oglądałam wiadomości.
Wewnętrznie jęknęłam przypominając sobie, ze mam jutro pracę, i to o siódmej rano! Nienawidzę, dlaczego musi być tak wcześnie.
Słyszałam jak Justin wstał od stołu u ruszył w droge sypialni. Ziewnęłam wyciągając ręce, zdając sobie sprawę jak byłam wyczerpana. Wyłączyłam telewizor i ruszyłam w strone kanapy. Widziałam tależ Justina leżący na stole.
Staralam się nie denerwować. Podnioslam go i podeszłam do zlewu by go umyć. Wyłączyłam wszystkie światła, i ruszyłam na górę, otwierając drzwi do sypialni. Justin leżał pół pod kocem, półnagi, spoglądał na telefon.
Spojrzał na mnie, kiedy stałam w wejściu.
- Czy możesz spać na kanapie? - zapytałam tonem nieco bardziej wymagającym.
Spojrzał na mnie, marszcząc brwi i zaczął się chichotać - Nie - potrząsnął głową, tak gdybym zadała bardzo głupie pytanie.
- Nie bedę spała w tym samym pokoju co ty - powiedziałam
- Dobrze wiedzieć - odpowiedzial i wrócił pisania na telefonie.
Spojrzałam na niego w szoku - Justin prosze wyjdź
Spojrzał na mnie z niedowierzeniem - Nie - powiedzial głośniej - To także jest moje lóżko, nie będę spac na tej pieprzonej kanapie - splunął.
- Dobrze, nie będę tutaj spała, jezeli ty tu jestes - starałam się mu w jakis sposób gorzić, ale wiem ze to było żałosne.
- Fajna historia..? Dlaczego zależy mi jeszcze raz? - spytał znudzonym tonem.
Zacisnęłam zęby razem ze wściekłością.
- Poważnie, idx spać do salonu - powiedziałam stanowczo, starając się kontrolowac mój gniew.
Spojrzał na mnie i otworzył usta, mówiąc cichi - Odpieprz się - wyszeptał niegrzecznie
Ugh! Nie potrafię opsiać jak bardzo go nienawidze teraz. Wystarczy, ze byl chwile słodki taktowny, a teraz wrócił do starego ja. Myślę, że jest dwubiegunowy czy coś.
Zacisnęlam pięść podeszłam do łóżka chwytając surowo poduszkę i wyszlam z pokoju, upewnia jąc się ze zatrzasnęłam drzwi jak to tylko było mozliwe.
Brnęłam na dół i otworzyłam drzwi szafy pod schodami, wyciągnęlam mały kocyk. Udałam się na kanape próbując nie dopuścić Justina do mnie.
Odetchnełam głęboko starając sie kontrolować wszystkie moje emocje.
Pamiętam jedno, moja mama nauczyła mnie. Znaczy dosłownie zmieniła moje życie, nauczyła mnie kontorolować swoje emocje,
To jest takie prawdziwe. Jesli nie myśle o wielu rzeczach, to moje zycie jest o wiele łatwiejsze. Zanim poznałam Justina, byłam o wiele silniejsza w sile woli. Wiedzialam, jak się kontrolować. Moje zycie było całkowicie inne. Natępnie przyszedł Justin i teraz jestem zrujnowana. To, tak się teraz czuje. Pokręciłam głowa. Dosyć tego. Powiedziałam sobie słowa mojej mamy. Wkrótce stało się, że Justin teraz nie przeszkadza mi. Uśmiechnęłam się, i spokojnie połozylam się i zasypiałam.
______
To jest moje ostatnie tłumaczenie na jakiś czas.
Zbliżają się wakacje, a ja będe prze około miesiąc lub półtora poza domem i nie będę mieć
dostępu do laptopa.
Także tłumaczeniem rozdziałów zajmie się moja koleżanka Monika [ @nustiin ].
Mam nadzieje, ze mnie nie zawiedzie, jak coś piszcie do niej na twitterze o nowe rozdziały.
A ja wam życzę duzo zabawy w te wakacje.
Pozdrawiam Tomek @swwaager :)
Justin’s POV
Rachel jest straszną szmatą.
Przysięgam na Boga. Dobra, bedę trzymać się z dala od tej rzeczy. Zamiast teraz być wściekły za to, że wyrzucila mnie z własnego miejsca, bałem się trochę nic niż byłem wkurzony.
Przechodziłem między siedzeniami, zobaczyłem puste miejsce, które znajdowało się w tej samej klasie. Spojrzałem na siedzącego obok, wewnętrznie jęknąłem. Był bardzo duży.
Naprawdę duży.
Stalem tam niezręcznie przez około dwie minuty, czułem jak wszyscy się na mnie patrzyli. Zrobiłem krok do przodu w stronę siedzenia i ostrożnie usiadłem. Mężczyzna miał swoje słuchawki i oglądał jakiś film na małym ekranie. Podczas oglądania jadł paczkę czipsów ziemniaczanych.
Zauważył, że siadłem obok niego, spojrzał na mnie. Wyglądał jak buldog, był tłusty i głupi.
Siedząc zajął mój cały podłokietnik i połowe mojego siedzenia. Starałem się nie patrzeć z irytacją i koncentrowałem się na dwóch dziewczynach.
Widziałem tylko czubek głowy. Nie było słychac o czym rozmawiaja. Były zbyt daleko, a nawet gdybym był blisko to także bym nic nie usłyszał, onieważ i tak zbyt cicho rozmawiały. Westchnąłem próbując komfortownie i zignorować cały ten tłuszcz. On praktyczie siedział na mnie i starałem odsuwać z dala od niego.
To jest najgorszy lot.
Melanie’s POV
Samolot ostatecznie wylądował i razem z Rachel odpiełyśmy pasy i wstałyśmy. Nwtychmiast odwróciłam się, aby spojrzeć na Justina i prawie wybuchnęłam śmiechem. Szturchnęłam Rachel by na niego spojrzała. Justin zostanie zniszczony przez nadwagę faceta, który zasnął na jego klatce piersiowej.
Wyglądał tak dziwnie i można powiedzieć, ze starał się siedzieć z dala od niego jak to było możliwe, ale po prostu nic się z tym nie dało zrobić. Podeszłam i starałam się szturchac go od piersi, ale on zbyt głośno chrapał, nawet Justin rozejrzał się bezradnie, jego oczy prosiiły o pomoc. Prychnęłam.
Roześmiałam się, potrząsnęlam głową kiedy wyciągałam bagaż. Rachel także ruszyla po swój bagaż, całkowicie ignorując Justina. Wyciągnęłyśmy walizki z samolotu na lotnisko zostawiając samego Justina.
Dotarłyśmy na parking i nagle jej telefon zadzwonił. Odpowiadała, okazało się, ze została wezwana do pracy na czyjąś zmianę. Odłożyła słuchwakę i spojrzała na mnie przepraszająco.
- W porządku - potrząsnęłam głową.
- Bardzo mi przykro - jęknęła
- Jest w porządku, serio - śmiałam się po czym ją przytuliłam.
- Zobaczymy sie później, ok? - powiedziała po czym skinęłam głową usmiechając się.
- Dzięki, za wszystko
- Nie ma za co - powiedziała przed wejściem do swojego samochodu.
Westchnęlam. Mojego samochodu tu nie było. Razem z Justinem przyjechalismy wspólnym samochodem. Gdybym miała pieniądze to bym złapała taksówkę, a nawet pociąg lub coś.
Zaczęłam poszukiwania za samochodem. Natychmiast znalazłam czarnego Range Rovera i około z dzięsięć metrów ode mnie zauważyłam Justina.
Zauwazył mnie i patrzyliśmy na siebie przez kilka sekund, zanim odwróciłam wzrok. Otworzył samochód i rzucił walizkę na tylnie siedzenie. Usiadłam na fotelu dla pasażera i zapięłam pasy, patrząc przez okno. Usiadł na siedzeniu kierowcy, zamykając drzwi. Wiedziałam, że patrzy na mnie, ale nadal spoglądałam ponuro przez okno.
Usłyszałam westchnienie, przed uruchomieniem samochodu i wyjazdu z parkingu.
Jechaliśmy w ciszy, nic nie było słychać oprócz ruchu wokół nas. Spojrzałam na przełącznik audio i sięgnęłam do przycisku. Ze strony Justina wydawało się, ze robił to samo i nasze dłonie delikatnie się styknęły. Szybko wycofałam rękę tak samo jak on, spoglądając niezręcznie na siebie.
- Przepraszam - wymamrotał kiedy odwróciłam głowę by wyjrzec przez okno.
Powietrze wypełnione niezręczności i oboje czuliśmy się nieswojo. Po drugie, ze włączyło się radio i napięcie powoli ucichło.
Gdzieś po godzinie, dotarliśmy do domu i zatrzymaliśmy się na podjeździe. Szybko wysiadłam i zaprowadziłam swoją walizkę do drzwi, a on resztę wyciągał z bagażnika. Włożyłam klucze do zamka i otworzyłam drzwi, wchodząc do wewnątrz.
Rozejrzałam się wokół, zaby zobaczyć dom. Był już umeblowany. Były kanapy, ogromny telewizor, stoliki, biurka, regały. Idałam się po schodach biorąc walizkę. Otworzyłam drzwi od sypialni. Kiedy otworzylam drzwi do gościnnej sypialni to mój usmiech automatycznie zniknął.
To pomieszczenie było jeszcze puste.
Postanowlili urzadzic cały dom oprócz drugiej sypialni? Co to do cholery jest? Przewróciłam oczami, cokolwiem. Nie zamierzam spać na kanapie.
Zaczęłam rozpakowywać walizkę i składałam ubrania do komody i szafy. Kiedy Justin wszedł do środka... szczerze? nie chciałam znajdować się z nim w jednym pomieszczeniu. Wstałam i zaczęłam iść w kierunku otwartych drzwi, przechodząc obok Justina.
Złapał mnie deliktnie za rękę, zatrzymując mnie - Mel - stwierdził cicho.
Odwróciłam sie i spojrzałam na niego
- Przykro mi - jego głos był pełen wyrzutów sumienie - Naprawdę jestem..
- Justin - westchnęłam, przerywając mu - Nie obchodzi mnie to co się stało, dobrze? Czy możesz po prostu mnie zostawić? - apytałam spoglądając na koniec.
Stał tam przez chwilę patrząc na mnie, aż wypuścił małe niesłyszalne westchnienie - W porzadku - spojrzał w dół.
Odszedłam od niego, i poszłam na dół do kuchni. Była około godzina dwudziesta. Otworzyłam spiżanie i wyciągnęłam składniki i wrzucałam składniki do garnka. Kilka minut póxniej uszłyszałam kroki opadające w dół po schodach. Justin wszedł do kuchni po szklanke wody. Wlał do niej, odwrócił się.
Czułam jak zwrok, ale widać starał się mnie ignorowac. Stał tam przez chwilę, a ja nadal mieszała wokół żywności, próbując nie dopuścić by dostal się do mnie.
Po kolejnej chwili nie mogłam juz tego znieśc. Odwróciłam się, a on nadal tam stał. Jak tylko spojrzałam na niego, jego oczy, które zostały ustawione na tyłku, rzucił się do mojej głowy.
- Czego chcesz? - zapytałam brytalnie, ale szczerze.
Trzymałam jego spojrzenie na mnie, zanim odpowiedział. Nie wiem czy jego wypowiedż był pozbawiona emocji lub po prostu nudna. Potrząsnął głową.
- Nic. Po prostu jestem głodny - powiedział szczerze.
On nawet tej wody nie wypił.
- Cóż, obiad bedzie gotowy za pół godziny - mruknęłam, odwracając się do dalszego meiszania.
Zapadła cisza
- Dobrze - odpowiedział
Zaczęłam dodawać jakieś przyprawy, nagle poczułam dłonie Justina wokół mojej talii.Natychmiast spięłam się, nagle podbródek Justina spoczął na moim prawym ramieniu.
- Naprawde mi przykro - szepnął
- Justin, zostaw mnie - mruknęłam ze znużeniem
- Czy mi wybaczysz? - zapoytał smutnym tonem.
Byłam spokojna
- Mel?
- Jezeli powiem ''tak'' to puścisz mnie?
-Mhmm - skinął głową na moim ramieniu.
- Właśnie tak - sklamałam, ale on sie nie ruszył
- Nie wierzę ci
- Justin, po prostu odejdź - powiedziałam.
- Jeśli dasz mi buziaka to odejde - uśmiechnął się szeroko
- Odejdź - nakazałam, nie zadając sobie trudu.
Nie obchodzi mnie to co robił, czy z kim spał.
- Moje usta sa tutaj - zachichotał.
- Justin przestań - odwróciłam się w jego uścisku, próbujac go odepchnąć.
Jego twarz była kilka centymetrów od mojej, a on usmiechał się bezczelnie. Jak tylko przycisnął usta na policzku usmiechając się na mojej skórze. Jego usta, moglam teraz szybko uciec i ze strachu walnąć go. Ale ja po prostu stałam.
Czułam jak moje policzki rozgrzewały się mimowolnie. Pokręciłam głową, oczyszczając moje mysli i wzruszyłam ramionami .
Po zakonczeniu, kłade na talerz jedzenie i postawiłam na stole.
- Obiad gotowy - zawołałam głosno, by mnie usłyszał.
Wskoczył na schody i schodził, było słychac jak rozmawiał przez telefon a także śmiał się ' może już powiedzieć do widzenia, i ze sto dolców juz są moje. Ja wam pokaże' - powiedział.
Podszedł do stołu, wsłuchiwał się i nagle powiedział - oo stary. Musze iść, porozmawiam z tobą później, narazie - i rozłaczył się.
Podczas gdy włączyłam telewizor, przeleciałam po niektórych kanałach, zastanawiałam się z kim i oczym on rozmawiał. Moje mysli zostały przerwane przez ochrypły glos Justina
- Nie jesz? - zapytał.
Pokręciłam głową.
Stal tam przez chwilę, wiedziałam, ze po prostu patrzy na mnie.. znowu.
Przysięgam, ze ten facet jest nienormalny. On zawsze się spieszył. Tak jakby jego mózg próbował przetworzyć własnie to co mówił.
Przewróciłam oczami w środku, a on powiedzial
- Ohh.. - urwal - ok
Nie wiem dlaczego, ale przysięgam, ze czułam rozczarowanie w jego głosie. Nie, myślę, żę mój umysł po prostu gra ze mną. Usiadł zaczął bezgłośnie jeść, a ja oglądałam wiadomości.
Wewnętrznie jęknęłam przypominając sobie, ze mam jutro pracę, i to o siódmej rano! Nienawidzę, dlaczego musi być tak wcześnie.
Słyszałam jak Justin wstał od stołu u ruszył w droge sypialni. Ziewnęłam wyciągając ręce, zdając sobie sprawę jak byłam wyczerpana. Wyłączyłam telewizor i ruszyłam w strone kanapy. Widziałam tależ Justina leżący na stole.
Staralam się nie denerwować. Podnioslam go i podeszłam do zlewu by go umyć. Wyłączyłam wszystkie światła, i ruszyłam na górę, otwierając drzwi do sypialni. Justin leżał pół pod kocem, półnagi, spoglądał na telefon.
Spojrzał na mnie, kiedy stałam w wejściu.
- Czy możesz spać na kanapie? - zapytałam tonem nieco bardziej wymagającym.
Spojrzał na mnie, marszcząc brwi i zaczął się chichotać - Nie - potrząsnął głową, tak gdybym zadała bardzo głupie pytanie.
- Nie bedę spała w tym samym pokoju co ty - powiedziałam
- Dobrze wiedzieć - odpowiedzial i wrócił pisania na telefonie.
Spojrzałam na niego w szoku - Justin prosze wyjdź
Spojrzał na mnie z niedowierzeniem - Nie - powiedzial głośniej - To także jest moje lóżko, nie będę spac na tej pieprzonej kanapie - splunął.
- Dobrze, nie będę tutaj spała, jezeli ty tu jestes - starałam się mu w jakis sposób gorzić, ale wiem ze to było żałosne.
- Fajna historia..? Dlaczego zależy mi jeszcze raz? - spytał znudzonym tonem.
Zacisnęłam zęby razem ze wściekłością.
- Poważnie, idx spać do salonu - powiedziałam stanowczo, starając się kontrolowac mój gniew.
Spojrzał na mnie i otworzył usta, mówiąc cichi - Odpieprz się - wyszeptał niegrzecznie
Ugh! Nie potrafię opsiać jak bardzo go nienawidze teraz. Wystarczy, ze byl chwile słodki taktowny, a teraz wrócił do starego ja. Myślę, że jest dwubiegunowy czy coś.
Zacisnęlam pięść podeszłam do łóżka chwytając surowo poduszkę i wyszlam z pokoju, upewnia jąc się ze zatrzasnęłam drzwi jak to tylko było mozliwe.
Brnęłam na dół i otworzyłam drzwi szafy pod schodami, wyciągnęlam mały kocyk. Udałam się na kanape próbując nie dopuścić Justina do mnie.
Odetchnełam głęboko starając sie kontrolować wszystkie moje emocje.
Pamiętam jedno, moja mama nauczyła mnie. Znaczy dosłownie zmieniła moje życie, nauczyła mnie kontorolować swoje emocje,
To jest takie prawdziwe. Jesli nie myśle o wielu rzeczach, to moje zycie jest o wiele łatwiejsze. Zanim poznałam Justina, byłam o wiele silniejsza w sile woli. Wiedzialam, jak się kontrolować. Moje zycie było całkowicie inne. Natępnie przyszedł Justin i teraz jestem zrujnowana. To, tak się teraz czuje. Pokręciłam głowa. Dosyć tego. Powiedziałam sobie słowa mojej mamy. Wkrótce stało się, że Justin teraz nie przeszkadza mi. Uśmiechnęłam się, i spokojnie połozylam się i zasypiałam.
______
To jest moje ostatnie tłumaczenie na jakiś czas.
Zbliżają się wakacje, a ja będe prze około miesiąc lub półtora poza domem i nie będę mieć
dostępu do laptopa.
Także tłumaczeniem rozdziałów zajmie się moja koleżanka Monika [ @nustiin ].
Mam nadzieje, ze mnie nie zawiedzie, jak coś piszcie do niej na twitterze o nowe rozdziały.
A ja wam życzę duzo zabawy w te wakacje.
Pozdrawiam Tomek @swwaager :)
Subskrybuj:
Posty (Atom)